Siedzę sobie właśnie, przed kompem. Tworzę ten w wpis i rozkoszuje się moim pierwszym w dniu dzisiejszym kubkiem kawy. Z nostalgia patrze na mój kubek. Towarzyszył mi przez tyle lat. Zarówno w pracy tak i w domu. Pamiętam jak dziś, że stałem się jego posiadaczem w szkole średniej. Wówczas jeszcze nie piłem kawy, więc swój chrzest bojowy przeszedł on przy pomocy herbaty. Przez tyle lat przewinęły się przez mój kubek cala gama płynów do picia. Zarówno tych słabych (woda z kranu) jak i tych mocniejszych (whisky on the rock). Pewnie się zastanawiacie dlaczego pisze to epitafium. Otóż, podobnie jak masa użytkowników serwisu Facebook, wziąłem udział w akcji reklamowej Maxwell House. W efekcie czego dostałem kubek, na razie na papierze, ale w ciągu 30 dni powinienem go dostać. Czekam więc cierpliwie.
Cała ta akcja rozdawania kubków pokazała dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest to, że jak widać najłatwiej zdobyć użytkowników/fanów poprzez małe przekupstwo. Wszak taki kubek wiele nie kosztuje, no chyba że jest z górnej półki (ale nie sądzę, żeby taki właśnie został mi wysłany). Drugi wniosek wysunięty z tej akcji powoduje mój smutek. Użytkownicy Facebooka mają problemy z czytanie ze zrozumieniem. Wiele osób pisało coś na tablicy Maxwell House i myślało, że za to dostanie kubek. Niestety, aby otrzymać kubek należało wypełnić formularz dostępny na stronie. A może to ja źle oceniam uczestników akcji. Może tak mieli myśli zaprzątnięte darmowym kubkiem, że nawet nie przeczytali wiadomości do końca?