Jak obiecywałem wcześniej miałem opisać moje wrażenia po otrzymaniu darmowego kubka od Maxwell House. Moje odczucia można opisać następująco: podniecenie, euforia, rozczarowanie, akceptacja. Ale zacznijmy po kolei.
Faza pierwsza: Podniecenie
Telefon z domu z lakoniczną wiadomością” Paczka do Ciebie przyszła. To znaczy nie paczka tylko awizo. Nikt nie dzwonił po prostu wrzucono do skrzynki.”. Moja pierwsza myślą było to, że właśnie mi przysłano kubek. Ale zacząłem się zastanawiać czy Maxwell House korzysta z usług naszej kochanej poczty polskiej? Bo, opisana sytuacja pasuje idealnie do tej instytucji. No cóż, podekscytowany udałem się do okienka pocztowego w celu odebrania wiadomej przesyłki.
Faza druga: Euforia
Po powrocie do domu wydobyłem swój kubek z odmętów tekturowego pudełka. Oczom mym ukazał się ładny, z zewnątrz plastikowy, termo kubek. Cool
Na spodzie kubka naklejka: Przed pierwszym użyciem wyszorować kubek. Spoko. Wyszorowałem, wysuszyłem i postanowiłem przetestować. Jako, że nie chciało mi się robić kawy, więc na szybko nalałem do kubka gorącej wody. No czad, w środku wrzatek a na zewnatrz kubeczek leciutko tylko cieplutki. Odlot. A więc zaryłem kubek, przechyliłem i…
Siedzę sobie właśnie, przed kompem. Tworzę ten w wpis i rozkoszuje się moim pierwszym w dniu dzisiejszym kubkiem kawy. Z nostalgia patrze na mój kubek. Towarzyszył mi przez tyle lat. Zarówno w pracy tak i w domu. Pamiętam jak dziś, że stałem się jego posiadaczem w szkole średniej. Wówczas jeszcze nie piłem kawy, więc swój chrzest bojowy przeszedł on przy pomocy herbaty. Przez tyle lat przewinęły się przez mój kubek cala gama płynów do picia. Zarówno tych słabych (woda z kranu) jak i tych mocniejszych (whisky on the rock). Pewnie się zastanawiacie dlaczego pisze to epitafium. Otóż, podobnie jak masa użytkowników serwisu Facebook, wziąłem udział w akcji reklamowej Maxwell House. W efekcie czego dostałem kubek, na razie na papierze, ale w ciągu 30 dni powinienem go dostać. Czekam więc cierpliwie.